czwartek, 10 kwietnia 2025

 



TYBERIUSZ



Tyberiusz wypluwał kluski

wydobywał z zębów

jakieś resztki


Ni gorący ni zimny

monotonnie

przerabiał mowę

w trawę


Potykał się chrząkał stękał

widać dawno utracił

wszelką treść


Słowa leciały na głowy

zebranych Opadały

Zgromadzeni zapadali

w te słowa


Kolejne pauzy

przerywały oklaski


Piłat blady

jakby wyjęty z grobu

drżącymi rękoma

przecierał oczy


Żarliwy młodzian

z przylepionym uśmiechem

gładził się po lśniącej

glacy


Mowa bzykała niemrawo

jak osa na lepie


Pewien setnik

próbował zapanować

nad senną wargą


Ktoś oddalił się

w pośpiechu

Zaskrzypiały ławy


W pęknięciach ciszy

z warg z języka

snuła się pajęcza

nić


Język wargi

obrzmiały lekko

i wtedy zachrzęściła

opadająca kurtyna


Z potępieńczym jękiem

zawisła w połowie


Ale nikt ani pisnął kiedy

runęła całkiem


Po drugiej stronie

Tyberiusz tlił się jeszcze

niby gasł Z jego ust

intensywnie sypał

popiół









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie informuję wszystkich komentujących, że będę usuwał z bloga komentarze anonimowe.