TYBERIUSZ
Tyberiusz wypluwał kluski
wydobywał z zębów
jakieś resztki
Ni gorący ni zimny
monotonnie
przerabiał mowę
w trawę
Potykał się chrząkał stękał
widać dawno utracił
wszelką treść
Słowa leciały na głowy
zebranych Opadały
Zgromadzeni zapadali
w te słowa
Kolejne pauzy
przerywały oklaski
Piłat blady
jakby wyjęty z grobu
drżącymi rękoma
przecierał oczy
Żarliwy młodzian
z przylepionym uśmiechem
gładził się po lśniącej
glacy
Mowa bzykała niemrawo
jak osa na lepie
Pewien setnik
próbował zapanować
nad senną wargą
Ktoś oddalił się
w pośpiechu
Zaskrzypiały ławy
W pęknięciach ciszy
z warg z języka
snuła się pajęcza
nić
Język wargi
obrzmiały lekko
i wtedy zachrzęściła
opadająca kurtyna
Z potępieńczym jękiem
zawisła w połowie
Ale nikt ani pisnął kiedy
runęła całkiem
Po drugiej stronie
Tyberiusz tlił się jeszcze
niby gasł Z jego ust
intensywnie sypał
popiół
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie informuję wszystkich komentujących, że będę usuwał z bloga komentarze anonimowe.